Kawa

Jedna z ładniejszych kawiarni – Parle Patisserie

Opublikowano:

Parle Patisserie odwiedziliśmy już jakiś czas temu. Był to dzień po Dniu Matki i zabraliśmy tam nasze mamy, ponieważ zdjęcia z tego miejsca kusiły mnie już dawno.

Miejsce jest trochę oddalone od centrum, ale z dobrze skomunikowane. Z miejscem parkingowym również nie było problemu.

Subiektywna opinia

Pierwszym zaskoczeniem był rozmiar tego miejsca. Wyobrażałam sobie przestrzeń dużo większą. Jednak to, że miejsce nie jest zbyt duże dodaje mu uroku, ponieważ staje się przytulne. Jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie po wejściu to opisać to mogę w samych superlatywach. Wystrój całkowicie trafił w moje serce. Malunki na ścianach, mnogość kwiatów połączone z nowoczesnym wystrojem powodują pewien oczopląs. Kiedy do tego dodamy witrynę z ciastami, zmysły szaleją.

 

Malunek fleminga na ścianie oraz piękna Monstera w Parle Patisserie

 

Wybór słodkości jest tam naprawdę bogaty. Sądzę, że każdy łasuch na ich widok uważa, że tak musi wyglądać raj. Decyzja o wyborze nie była łatwa, ale się udało. Zestaw lunchowy, trzy mono-porcje, jedne lody, lemoniada i kawy.

I o ile do tego momentu wszystko mówiło, że to będzie jedno z moich ulubionych miejsc, to tu sprawa lekko się skomplikowała.

 

Ptyś pistacjowy, a w tle deser malinowy - Parle Patisserie

 

Małe niedociągnięcia

Obsługa była trochę zagubiona. Dostawaliśmy nasze zamówienie w bardzo chaotyczny sposób. Skończyło się na tym, że trzy osoby zjadły już swój deser, a czwarta dopiero go otrzymała. Lunch wpadł gdzieś w środku tego wszystkiego, a napoje przybywały do nas w zadziwiającej kolejności. Na szczęście przy tym wszystkim obsługa była bardzo miła. Może to kwestia przemęczenia, może niewystarczająca ilość osób na zmianie. Trudno mi to oceniać, ale jest to na pewno punkt do poprawy.

 

Malinowy deser Parle Patisserie

 

Gorszym aspektem był smak zamówionych produktów, a może nawet nie tyle smak, co ich świeżość. Jedynie do lunchu nie mieliśmy zastrzeżeń – był przepyszny (zupa z grzybów leśnych oraz makaron), to niestety monoporcje zawiodły. Wyglądały jak małe dzieła sztuki, niestety czuć było, że krem był jakby wczorajszy. Tłumaczę to jakimiś pozostałościmi po poprzedzającym nasze odwiedziny Dniu Matki.

 

Deser z czarną porzeczką Parle Patisserie

 

Wyglądem słodkości bardzo przypominały mi te z warszawskiej Odette, którą polecam wszystkim w Warszawie przebywającym, niestety smakowo jej nie dorównały.

 

Capuccino z wyrysowanym tulipanem

 

Całokształt i tak na szczęście wyszedł na plus. Uważam, że każdy może mieć gorszy dzień. Duży ruch daje się obsłudze we znaki, a i nasze podniebienia różnie smaki odbierają. Z całą pewnością zawitam tam po raz kolejny, żeby skonfrontować swoje odczucia.

Jeżeli możesz coś z Parle Patisserie polecić na następną moją wizytę, to napisz mi proszę o tym koniecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *